Elizabeth - Ty. 16 lat. Twoi rodzice, Margaret i Thomas są alkoholikami.
---
- Hej Liam! - Powiedziałam do chłopaka wchodząc do omówionej kawiarni.
- Hej piękna. - Powiedział.
- Przestań! - Powiedziałam i zaczęłam się śmiać. Choć w głębi ducha jakoś nie chciało mi się śmiać. Zamyśliłam się chwilę. Nad sensem życia, nad sensem istnienia. Nad tym, po co cierpimy i umieramy, przychodzimy na świat i Przeszkadzamy wszystkim? Aczkolwiek w moim przypadku tak było.
- Ej piękna.. Coś do picia? - Zapytał i zarazem wyrwał mnie z zamyślenia Liam.
- Ja... Wodę poproszę. - Powiedziałam wciąż rozkojarzona.
- Nad czym tak myślałaś? - Zapytał zaciekawiony dotykając mojej dłoni, leżącej na stole.
- Nie... Nad niczym. - Powiedziałam powoli wracając do rzeczywistości.
Gdy kelner już przyniósł nasze napoje, zaczęliśmy powoli opróżniać szklanki.
- Co tam u ciebie? - Zapytał Liam.
- Źle. Bardzo źle. - Powiedziałam patrząc w szklankę.
- iemu? - Zapytał jak małe dziecko.
- Rodzice piją, kłócą się, a ja nie mogę się wyprowadzić, bo nie mam skończonych 18 lat. - mówiłam mieszając rurką w szklance.
- Um... To chodź do mnie. Mam dużo miejsca w domu. - Powiedział, chcąc dodać mi otuchy.
- Nie mogę. Nie moge ich zostawić. Oni tam mogą się pozabijać. - Trzymałam na swoim
- Ojtam. To chyba lepiej. - Powiedzieł.
- Liam! To moi RODZICE! - Wykrzyczałam zdenerwowana. Jak on w ogóle śmiał?
- Przepraszam. Po prostu nie wierzę, że tacy ludzie mogą stworzyć coś tak pięknego.- Uśmiechnęłam się.
Odruchowo popatrzyłam na zegarek.
- Liam.. Muszę iść.. do tego piekła potocznie nazywanego domem. - Powiedziałam smutno.
- Why? - Zapytał i zrobił słodkie oczka.
- Moja... "Mama" Ma urodziny. Przepraszam.. - Powiedziałam, wstałam i już miałam odejść ale Liam złapał mnie za nadgarstek, gwałtownie odwrócił i wpił się w moje usta z namiętnością ujmując moją bladą twarz w dłonie. Całowaliśmy się chwilę.
- żegnaj i powodzenia - Powiedział uśmiechając się do mnie.
- papa! Kocham cię. - Powiedziałam odchodząc i rzucając w jego stronę tęskne spojrzenie.
Weszłam do domu. Nie słyszałam krzyków. Pewnie opici leżą gdzieś tam w kącie. - pomyślałam. w całym domu śmierdziało alkoholem. Weszłam do mojego pokoju, w którym jedynie pachniało perfumami Liama. Powoli zaciągnęłam się zapachem chłopaka wypuszczając powietrze. Miałam dość wszystkiego.
Wyciągnęłam z toaletki małą, metalową żyletkę i bez namysłu zrobiłam jedno , stanowcze cięcie.
Jedno za tatę, który pije.
Drugie za mamę, która pije.
Trzecie za brata, który ma wszystko w dupie i się wyprowadził bo miał dość.
Czwarte za to, że tak bardzo brakuje mi jego wsparcia.
Piąte za to , że rodzice się kłócą...
Szóste... Szóste jest takie bez powodu.
Wytarłam delikatnie krew, która spływała po moim nadgarstku. Naciągnęłam rękawy, żeby nie było widać świeżych blizn. Taa.. Jakby kogoś to obchodziło..
Nagle po całym domu rozległo się pukanie. Nie liczyłam na to, że ktokolwiek poza mną mógłby otworzyć te zasrane drzwi. Zeszłam więc na dół mi udałam się w stronę drzwi. Szarpnęłam za klamkę, a po 2 stronie stał najpiękniejszy chłopak na świecie - Mój kochany Leeyum.
- Hej! - Powiedziałam uradowała.
- Siems ! Mała zostawiłaś telefon w kawiarni i postanowiłem ci go oddać.
- Dziękuję. Zaprosiłabym cię do środka ale...
-Znowu się zchlali? - Zapytał Patrząc na mnie.
- Tak. - Powiedziałam a po moim policzku spłynęła zła.
- Oj no nie płakusiaj. Chodź! - Powiedział ciągnąć mnie za rękę w stronę auta.
- Gdzie? - Zapytałam zdziwiona.
- No jak to gdzie? Do mnie. - Powiedział.
Po chwili byliśmy w domu Liama. Siedzieliśmy na kanapie oglądając jakiś tam film.
- umm.. Może pójdę zrobić coś do jedzenia..?- Popatrzyłam na chłopaka pytająco.
- Spoko. Chodź, pomogę ci! - Powiedział pełen entuzjazmu.
Weszliśmy do kuchni. Wzięłam w rękę chleb i odruchowo podciągnęłam rękawy na wysokość łokci. Zaczęłam smarować kanapkę dżemem. -Elizabeth znowu się cięłaś! - Krzyknął Liam patrząc w moją stronę. Niechętnie odwróciłam wzrok w stronę chłopaka.
- Liam ja już nie mogę! - Powiedziałam i wybuchnęłam płaczem. - Ja.. Ja już nie wytrzymuje! Liam! - Powiedziałam i znów zalałam koszulę szatyna łzami.
po chwili Liam odsunął mnie od siebie.
- Poradzimy sobie.
- ale.
- Kocham cię. - Powiedział patrząc na mnie tymi swoimi pięknymi oczami. za chwilę wziął mnie na ręce i posadził na blacie.
- Elizabeth Sophie Payne - Czy on powiedział do mnie Elizabeth Payne? * - Nie . Wolno. Ci. Skrzywdzić. Twojego. Pięknego. Ciała. - Powiedział, między każdym słowem całując jedną z blizn. Łzy strumieniami spływały po moich policzkach.
- Kocham cię i nie chcę cię stracić. - Powiedział i złączył nasze usta w pocałunku.
---
* Hyhy myśleliście, że poprosi ją o rękę? Ja też nie XD
Zjebałam początek.. Środek i koniec też zjebałam XD Cały imagin jest zjebany xd
To wcale nie jeste zjebane. To jest po prostu pieknę. Rozryczałam się.
OdpowiedzUsuńJej <3
Usuń