- Ale Anna to nie tak ja.... - Słuchałam go jak głupia. W jego oczach także pojawiły się łzy. Miał podkrążone oczy... Był na kacu. Wiedziałam.
- Wiedziałam. To koniec Harry. - Powiedziałam, a mój głos się całkowicie załamał. Zaczęłam cicho szlochać. Kiedy lekko podniosłam oczy moje tęczówki spotkały jego. Widziałam w nich ból i troskę. Ale to już nie ważne. Nie mogę się dzielić Harrym. To Koniec.
- Ale Anna ja.... - Przerwałam mu.
- Nie tłumacz się. Wyjdź. - Spokojnie wskazałam na drzwi. On posłusznie zrobił to co kazałam. Zanim jeszcze przekroczył próg, rzucił mi spojrzenie i szepnął '' przepraszam. Kocham cię. " i wyszedł.
*Harry*
Ty jebany, zasrany dupku! Zepsułeś jej życie! Zepsułeś sobie życie.
Otworzyłem drzwi i po chwili wyszedłem z mieszkania. Było już późno. Na ulicach można było widzieć dziewczyny w bardzo skąpych strojach. Mimo, że były opalone, chude, były niczym w porównaniu do Anny. Ona była jest najpiękniejszą kobietą na świecie. Tylko że już nie jest moja... Ehh
Udałem się do pierwszego lepszego baru. Musiałem utopić w czymś smutki. Pamiętam, jak zawsze chodziłem z Anną do baru, upijaliśmy się niemalże do przytomności, wracaliśmy do domu i uprawialiśmy seks. Tak nam mijały sobotnie wieczory. Było cudownie. Ale ja musiałem wszystko zjebać.
- Co podać? - Zapytał kelner podchodząc do mnie.
- Kieliszek Gorzkiej Żołądkowej. - powiedziałem. On nalał trunek do kieliszka i podał mi. Wziąłem go do ręki i wypiłem za jednym razem. Na jednym z resztą się nie skończyło...
Po ok. 6 kieliszkach byłem wystarczająco najebany, aby zapomnieć. Aczkolwiek na ten wieczór, zapomnieć.
W pewnym momencie podeszła do mnie jakaś laska, w krótkich spodenkach kompletnie nic nie zasłaniających i w bluzce po pępek. Zaczęła wymachiwać dupą w jeną i w drugą stronę. Na początku mi się to nie podobało, ale jestem facetem... w dodatku najebanym. Co miałem zrobić? Zacząłem się bawić razem z nią, całować i. t. p. Nagle usłyszałem dzwonek telefonu. Wyciągnąłem go z kieszeni i popatrzyłem na wyświetlacz. Alison ( Przyjaciółka Anny)
- Halo?- Bełkoczę. Język mi się plącze, a jakaś laska, majstrująca przy moim rozporku nie pomaga.
- Harry? Co ty odpierdalasz?! Dzwoniła do mnie Anna cała zapłakana! Jesteś chujem , wiesz?- Darła się do słuchawki.
- Wiem, wiem. - odpowiedziałem niewyraźnie.
- jeszcze w takim momencie masz czelność się najebać?! Czy ty mózgu nie masz?! Anna jutro wraca do Polski. O 13 ma samolot. Jeśli nie chcesz zjebać swojego i jej życia to masz ją zatrzymać, Jasne?! - wciąż krzyczała. Na wieść o zamiarze Anny jak na zawołanie odepchnąłem od siebie dziewczynę która już prawie ściągnęła mi spodnie, zapłaciłem kelnerowi i wyszedłem z baru. Szedłem chyba 5 minut, i dotarłem do domu Zayna.
- Hej stary... Łoł co ci się stało? Jesteś najebany w 3 trupy. - Powiedział Mulat. - Wejdź. - Dodał. Wszedłem do środka, opowiedziałem co się stało i czym prędzej położyłem się spać.
Rano obudził mnie kurewski ból głowy. Popatrzyłem na zegarek i jak poparzony wyskoczyłem z łóżka. Kurwa, Kurwa, Kurwa! Już 12! Ubrałem się, ignorując ból głowy popędziłem pod dom Anny gdzie stało moje auto. Na szczęście mieszkała ona niedaleko Zayna.
Na lotnisku byłem ok 13. Biegałem jak pojebany oglądając się dookoła i szukając Anny. Mojej Anny. Uradowałem się, kiedy ją dostrzegłem wchodzącą już na schody. Nie, nie , nie! Nie stracę cię teraz!
- Anna! - Krzyknąłem. Nic. - Anna! - Popatrzyła się na mnie. Na jej ustach widniał uśmiech. Może jeszcze jest szansa! Zacząłem biec w jej stronę, przebijając się przez wielkie tłumy ludzi. Ona też biegła, tyle że pod prąd. Po chwili krzątaniny zatrzymałem się i zacząłem rozglądać dookoła.
- Harry! - Usłyszałem. Jednak nie wiedziałem skąd pochodzi głos. - Harry ! - usłyszałem znów.
- Tutaj jestem, Anna! - Krzyczałem biegając niemalże w kółko.
- Harry spotkajmy się w parku na Road Street 39! - Krzyknęła. Road Street 39! Road Street 39! Road Street 39! Zapamiętaj !
- Dobrze. Kocham cię Anna. - Odpowiedziałem. Jeszcze kilka razy rozglądnąłem się dookoła. SKĄD TU DO KURWY NĘDZY TYLE LUDZI?!
Wsiadłem do auta i już po chwili byłem w drodze na Road Street 39. Kiedy zajechałem, w parku było kilka osób. Spacerowali z psami, biegali. Nigdzie nie widziałem Anny. Usiadłem na ławce nerwowo pocierając rękami. Nagle przed sobą ujrzałem ją. Mojego Anioła, Moje serce, mój cały świat. Moją piękną Anne.
- Anna! -Zacząłem biec w jej stronę. W jej oczach dostrzegłem łzy, kiedy to niej podbiegłem. Złapałem ją w objęcia.
- nigdy nie pozwolę ci odejść. - Wyszeptałem jej we włosy, całując ją w głowę. - Kocham cię Anna! Kocham i przepraszam. - Odsunąłem ją od siebie aby spojrzeć w jej oczy. - Kocham cię. - Powiedziałem i złączyłem nasze usta w namiętnym pocałunku.
- Ja ciebie też, Harry. Kocham cię. -Odpowiedziała.
I żyliśmy długo i szczęśliwie...
***
Guuuuuud Mooorninggg Ewryyyyłaaann <3
Wreszcie coś napisałam ^^
Jak się podoba?
Liczę na chodziarz jedno wyświetlenie, bo o komentarzu już nie wspomnę <3
Take Care <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz