Jak już wspominałam w poprzednim opowiadaniu, przewiduje koło 3 części :)
Chcę jeszcze powiedzieć to to że dedykuje go Oli Trzmiel która mnie o niego prosiła <3
Ps. Jeżeli ktoś chcę jakąś dedykacje, niech piszę w komentarzach.
Rano obudził mnie budzik oznajmiający o kolejnym beznadziejnym dniu w szkole. Nie chętnie zerwałam się z łóżka i ruszyłam w kierunku średniej wielkości szafy. Zaczęłam przewalać półki w poszukiwaniu stylowych ubrań. W końcu wybrałam białą bluzkę nie zakrywającą do końca mojego brzucha z białym napisem na czerwonym tle. Na nogi założyłam czarne rurki a na głowę tego samego koloru czapkę co i kujonki (zerówki). Na to wszystko narzuciłam jeszcze dżinsową koszulę i brązowe buty sięgające mi za kostki. Następnie zrobiłam makijaż i uczesałam moje proste błąd włosy.
Nigdy rano nie jem śniadania co bardzo denerwuje moją mamę. Mówi że w
końcu po popadnę w anoreksje czy coś tam. Gdy tylko zeszłam na dół od
razu zaczęła się kłótnia na temat jedzenia, jednak jak zawsze to ja
wygrałam. Ze złością wyszłam z domu podążając w kierunku domu Harrego
i...... Marcela. Chłopcy są bliźniakami ale jednak strasznie się od
siebie różnią. Harry jest przystojnym brunetem z burzą loków na głowie.
Umie się fajnie ubrać i jest najładniejszym chłopakiem w szkole a za
razem najpopularniejszym.
A Marcel.... Marcel jest po prosit kujonem, którego nikt nie lubi. Ma brązowe włosy zaczesane do tylu. Nosi koszule, krawaty, kamizelki, eleganckie spodnie, okulary z grubym szkłem itp...

Aż trudno uwierzyć że są tak bliską rodziną. Po około 5 minutach byłam pod domem mojego przyjaciela i jego brata. Energicznie zapukałam do drzwi a po chwili ujrzałam w nich Harrego. Od razu go przytuliłam.
-To co idziemy?- Zapytałam oklejając się od lokatego.
-Tak, ale matka każe iść mi z Mracelem bo on nie ma znajomych i bla bla bla...- Zaczął tłumaczyć.
Po chwili w drzwiach stał nasz szkolny kujon jak zwykle z nie nagannym strojem i idealnie zaczesanymi włosami. Całą trójką udaliśmy się w kierunku szkoły. To znaczy Ja i Harry szliśmy na przodzie a Marcel podążał za nami z opuszczoną głową. W sumie czasem było mi go szkoda bo za tymi grubymi szkłami był naprawdę fajny chłopak. No, ale my to dwa różne światy, ja należę do Elity a on jest wyzywany przez wszystkich w szkole. Taka znajomość nie miała by szans na przetrwanie.
Po koło 10 minutach byliśmy pod wielkim budynkiem. Kiedy weszliśmy do pomieszczenia cały korytarz wlepiał w nas swoje oczy, ale ja już się do tego przyzwyczaiłam bo przecież moje imię i nazwisko jest znane w całej szkole. poszłam do swojej szafki zostawiając braci na środku korytarza. Wyjęłam rzeczy na najbliższą lekcje i udałam się pod salę matematyczną. Zastałam pod nią Marcela i grupkę uczniów po popychających go, wyzywających itp... Postanowiłam zareagować, bo przecież tak nie można. Podeszłam do grupki ludzi i zaczęłam ich odpychać.
-Zostawcie go!!!- Krzyknęłam w końcu bez najmniejszego zastanowienia.
Nawet nie wiem kiedy cały tłum się rozszedł, czy ja jestem aż tak straszna? Mniejsza, teraz ważny jest Marcel i to czy nic się mu nie stało.
-Nic ci nie jest?- podałam chłopakowi rękę
-N-nie- Odsiedział dość nie pewnie po czym złapał moją dłoń i podniósł się do pionu.
Resztę przerwy spędziłam na rozmowie z Marcelem. Nawet siedziałam z nim na matematyce. Uczniowie patrzyli na nas trochę krzywo, ale nic nikt nie śmiał powiedzieć.
~Tomi
ej napisz kolejną część plis
OdpowiedzUsuńSuper !! *.* Pisz dalej ! :D ♥
OdpowiedzUsuńśliczne!kocham twojego bloga proszę napisz kolejną część
OdpowiedzUsuńMega *-----* Napisz kolejną część <3
OdpowiedzUsuń