Wiem imagin krótki, ale to pierwszy jaki napisałam :)
Ps. Nwm czy napiszę kolejną część o Marcelu bo nikt nie skomentował ;_;
Za nim zaczniesz czytać włącz to- Piosenaka
- Cece! Cece, gdzie jesteś!? – krzyczał wbiegając po
schodach jej mieszkania. W jego krzyki dało się wyczuć przerażenie,
strach i zmęczenie. Otwierał wszytki drzwi po kolei. W końcu ją znalazł.
Leżała w śnieżnobiałej łazience, na krystalicznie czystych płytkach.
Leżała, a z jej ręki płynęła strużka czerwonej krwi. Krew utworzyła małą
kałużę. Ona leżała nieprzytomna. Chłopak uklęknął obok niej, położył
jej głowę na swoich kolanach i zaczął płakać. Dało się słyszeć sygnał
karetki. Najprawdopodobniej właśnie ta karetka była przeznaczona dla
Cece.
- Kochanie, nie umieraj! Słyszysz mnie?! – krzyczał łykając gorzkie łzy
ciurkiem spływające po jego policzkach. Zwykle pogodny, wesoły i
nieśmiały chłopak teraz pogrążony był w rozpaczy i bólu. Ratownicy
właśnie wbiegli do łazienki zalanej krwią. Jeden odciągnął blondyna
podczas gdy drugi kładł dziewczynę na nosze. Zanieśli ją do karetki.
Chłopak poszedł za nimi. Ze zwieszoną głową wsiadł do karetki. Ręce
trzęsły mu się z przerażenia i ze złości. Tylko złości na co? Na samego
siebie. Podczas drogi do szpitala bił się z myślami. Wymierzał sobie
bolesne policzki w twarz. Bolało, ale wewnątrz. Na zewnątrz było widać
tylko łzy lejące się litrami. Przez całą drogę ściskał swoją ukochaną za
rękę. Przyglądał się krwi, którą ratownik starał się tamować. W końcu
dojechali na miejsce. Lekarze wyrzucili go na poczekalnie bez słowa.
Został sam z myślami które rozsadzały jego głowę. Z kilka minut
przyszedł do niego lekarz, podał mu kilka kolorowych proszków, i
szklankę wody. To były leki uspokajające. Minuty ciągnęły się w
nieskończoność. Po kilku godzinach długiego czekania z sali do której
wywiezione Cece wyszedł lekarz. Podszedł do chłopaka i ze spuszczoną
głową powiedział „niestety, ale nie udało jej się nam uratować”.
Pozwolono mu podejść do Niej na chwilę. Podszedł do niej, pocałował ją w
czoło, potem w policzek, a na końcu w rękę. I powiedział tylko jedno
zdanie „niedługo się spotkamy”. Wybiegł ze szpitala ile tylko sił w
nogach. Ze łzami lejącymi się z oczu. Biegł do domu. Żeby tylko tam
dobiec. Był w ekstremalnym szoku. Biegł przed siebie, potrącając
przechodni. Na ostatniej prostej przyśpieszył. Nogi nie dawały już rady,
ale On cały czas biegł. Już prawie był na miejscu. Samochód jadący z
zawrotną prędkością uderzył w Nialla na pasach. Chłopak zginął na
miejscu.
~Tomi
o, biedny Niall
OdpowiedzUsuń