czwartek, 21 marca 2013

Zarry Payne #20

...Jego stan uległ znacznemu polepszeniu. Już za 5 dni będzie mógł wrócić do domu.
T: o boże tak się cieszę! Dziękuje panie doktorze. Dziękuje.
L: nie ma za co. Muszę kończyć. Do widzenia. - powiedział i się rozłączył. Postanowiłaś się przejść. Gdy byłaś w parku zobaczyłaś Kacpra. Serce zaczęło ci wjak szalone. Na twoje nieszczęście Kacper także cię zobaczył. Ruszyłaś w przeciwnym kierunku. On szedł za tb. Zaczęłaś biec. Wbiegłaś nagle do jakiegoś starego budynku. Nagle przed sobą zobaczyłaś tabliczkę. Wzięłaś latarkę, która leżała na podłodze i ją włączyłaś. Teraz przed tobą ukazał sie napis ''Hospice" , czyli Hospicjum. Przestraszyłaś się. Usłyszałaś głośnie sapanie mężczyzny. To był Kacper. Zmęczony biegiem za tb nie mógł wyrównać oddechu. Ty byłaś mniej zasapana. Dużo ćwiczyłaś, a więc miałaś wydajniejsze płuca. No więc zgasiłaś latarkę i schowałaś się za jakąś tam starą komodę. Mimo że była dopiero 12:48 w hospicjum nie było okien, więc było ciemno. Słyszałaś narastające sapanie. Bałaś się, co Kacper zrobi jak cię złapie. Mógł cię nawet zabić. Po nim można było się wszystkiego spodziewać... bałaś się. Sapanie wciąż narastało. Wstrzymałaś oddech, zamknęłaś oczy i w myślach prosiłaś Boga, aby Kacper cię nie znalazł. Bóg najwyraźniej wysłuchał twoją prośbę, po sapanie stawało się coraz mniej słyszalne. Mimo , że sapanie ucichło, ty nadal się bałaś.  Słyszałaś nadal sapanie, ale bicie twojego serca je zagłuszało. Po twoich policzkach spływały łzy. Pobiegłaś w przeciwnym ,do słyszalnego sapania, kierunku. Zgubiłaś się. O niczym już nie myślałaś, tylko o tym, aby się wydostać z tego zchizycznego miejsca. Biegłaś przed siebie. Zaczęło ci brakować tchu. Usiadłaś pod ścianą i wyłączywszy latarkę złapałaś oddech. Gdy już twój oddech się uspokoił, wstałaś, zapaliłaś latarkę i biegłaś dalej. Niestety gdy biegłaś stanęłaś na kawałek stłuczonej, szklanej lampki i upadłaś. Szkło wbiło ci się do nogi. Syknęłaś z bólu. Znów zaczęłaś słyszeć sapanie mężczyzny, który się do cb zbliżał. Kacper poniósł cię z ziemi i zarzuciwszy cię przez ramię zmierzał ku wyjściu. Ty wciąż się upierałaś, kręciłaś i krzyczałaś, żeby cię puścił. Na marne. Chwilę potem, Kacper wsadził cię do czarnego auta, a sam zajął miejsce kierowcy. Bałaś się, co teraz z tb będzie...







Mam nadzieje że wam sie podoba marcheweczki :*

~P.M~

1 komentarz: